Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.


26.08.2021

Firma Fortinet rozszerzyła...

Firma Fortinet rozszerzyła ofertę o usługę FortiTrust, która dołączyła do innych usług...
26.08.2021

Aplikacje biznesowe

Ready_™ AppStore
26.08.2021

Automatyzacja chmur...

Integracja z Red Hat Ansible
26.08.2021

Backup kodu źródłowego

GitProtect.io dostępny na Github
26.08.2021

Wsparcie pracy hybrydowej

Zdalny SD WAN
26.08.2021

Nowy monitor Philips 498P9Z

Nowy monitor Philips 498P9Z to model wyposażony w 49-calowy, zakrzywiony panel VA o...
26.08.2021

Wytrzymały punkt dostępowy

D-Link DIS-2650AP
26.08.2021

Ekonomiczne dyski

SSD bez DRAM
26.08.2021

Petabajty pojemności

Serwery QNAP

Zwischengas

Data publikacji: 04-02-2021 Autor: Michał Jaworski

Kiedy w czasach młodości przygotowywałem się do egzaminu na prawo jazdy, brat mojej babci, przedwojenny inżynier mechanik, zadał mi pytanie, którego nie zrozumiałem. Zapytał się bowiem, czy podczas praktycznej nauki jazdy szkolą mnie, jak używać „zwischengas”.

 

Mój instruktor nigdy nawet się nie zająknął o takim gazie, ale wujo na wszelki wypadek wyjaśnił mi, o co chodzi. Otóż w swoim czasie – dla mnie już wtedy mocno minionym – w samochodach nie było żadnej automatyki synchronizacji obrotów podczas zmiany biegów, a same silniki były dosyć słabe. Istniało zatem niebezpieczeństwo, że przy zmianie biegu możemy doprowadzić nawet do zgaśnięcia silnika. Należało w chwilę po zrzuceniu biegu depnąć na pedał gazu, wprowadzając silnik na obroty, i dopiero wtedy wsprzęglać. Dodatkowe dodanie gazu pomiędzy biegami było z niemiecka zwane właśnie zwischengazem.
Historię tę opowiadam po to, by pokazać, że każda technologia, aby trafić do masowego odbiorcy, musi przejść z obszaru sztuki przez strefę „tylko dla fachowców”, by skończyć w obszarze „dla każdego”. Poprawiono synchronizację biegów w samochodach, a teraz ten proces – możliwy do opanowania przez kompletną lamę – sprowadza się do jednorazowego przesunięcia gałki na odpowiednią literę. Specjaliści od ogrzewania akumulatorów w domu zniknęli w tym samym czasie, co mur berliński. Nie zauważyłem także korby w żadnym z oferowanych dziś pojazdów.


Podobnie dzieje się oczywiście w informatyce – zadania, które do tej pory wykonywali specjaliści, dzisiaj wykonuje przeciętny użytkownik. Dołączenie kolejnego urządzenia do sieci? Instalacja drukarki? Synchronizacja telefonu z chmurą? Do takiego zadania podchodzimy bez trwogi w sercu (i najczęściej bez jakiejkolwiek wstępnej lektury). Oczekujemy, że w znacznej części wszystko „zrobi się samo” i że producenci dołożyli starań, by osiągnąć sukces przy naszej minimalnej wiedzy. Widać wyraźnie sprzężenie zwrotne – jeśli coś ma mieć masowy charakter, to opłaca się wbudować automatykę, a skoro coraz więcej wiedzy jest zastępowane (częściowo) automatycznym procesem, to więcej osób będzie korzystało z tej technologii. Dlatego też – skoro wszyscy regulatorzy o to pytają – w chmurze można dziś jednym kliknięciem uruchamiać maszyny wirtualne przygotowane do ISO 27001, choć znawców tej normy jest niewielu. Ten sam proces widać w kolejnych technologiach, w tym sztucznej inteligencji.


Przed nami chwila, kiedy przygotowaniem danych zajmą się Janusze i Grażyny, a ze względu na oszczędności nie zatrudni się osoby o kwalifikacjach data scientist. Czeka nas wiele memów, wiele rozczarowań, ale także wiele historii, które postawią nam włosy dęba na głowie. Z jednej strony będzie śmiesznie, kiedy Robert Lewandowski nie dostanie kredytu w polskim banku (AI nie będzie w stanie zapoznać się z jego historią kredytową, natomiast weźmie pod uwagę, że pracuje gdzieś na saksach w Bawarii w Monachium, a jego żona wykonuje niepewny zawód influencerki). Z drugiej, jak mawiali starożytni, jeśli na wejściu są g… dane, to na wyjściu otrzymujemy wyniki o podobnym zapachu i konsystencji. Z trzeciej strony wiem, że w Polsce żyje około 20 tys. mężczyzn o nazwisku Jaworski, w tym około 200 Michałów. Czy wszyscy mają taką samą grupę krwi jak ja? A jeśli to AI dla mnie będzie wybierało krew? Odwrotu jednak nie ma. AI trafi pod strzechy, a jego użytkownicy często nie będą mieli pojęcia o programowaniu i przygotowaniu danych.
Masowość technologii ma jeszcze jedną cechę. Produkty przestają tworzyć inżynierowie, a zaczynają kreować je księgowi i prawnicy. Ostatnimi samochodami projektowanymi przez inżynierów są bolidy różnych formuł, supersamochody dla bogaczy i pojazdy specjalne. Ich wspólną cechą jest to, że cena nie gra roli. Projektowanie pozostałych zaczyna się od wskazania segmentu, oczekiwanej ceny w tym segmencie, kwoty, jaką wezmą pośrednicy, oraz wymagań prawnych, jakie są nakładane, by samochód został dopuszczony do ruchu. Teraz dopiero marketingowcy określają, co w takim wozie ma się znaleźć, a na koniec inżynierowie dostają maksymalny budżet i deadline. Stąd wszystkie samochody są niemal jednakowe, współdzielą silniki i płyty podłogowe. I są niemal pozbawione charakteru. Jednak dzięki temu jest nas na nie stać i nie trzeba poznawać, jak ustawiać kąt zapłonu czy dodawać zwischengas.

Artykuł pochodzi z miesięcznika: IT Professional

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"