Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.



26.08.2021

Firma Fortinet rozszerzyła...

Firma Fortinet rozszerzyła ofertę o usługę FortiTrust, która dołączyła do innych usług...
26.08.2021

Aplikacje biznesowe

Ready_™ AppStore
26.08.2021

Automatyzacja chmur...

Integracja z Red Hat Ansible
26.08.2021

Backup kodu źródłowego

GitProtect.io dostępny na Github
26.08.2021

Wsparcie pracy hybrydowej

Zdalny SD WAN
26.08.2021

Nowy monitor Philips 498P9Z

Nowy monitor Philips 498P9Z to model wyposażony w 49-calowy, zakrzywiony panel VA o...
26.08.2021

Wytrzymały punkt dostępowy

D-Link DIS-2650AP
26.08.2021

Ekonomiczne dyski

SSD bez DRAM
26.08.2021

Petabajty pojemności

Serwery QNAP

Po co

Data publikacji: 01-04-2021 Autor: Maciej Lelusz

Piktogramy powracają jak bumerang. Generalnie uproszczenie formy jest w modzie i nie ma co ukrywać, że zdobywa fanów z każdym kolejnym sezonem. Trochę to przypomina postępującą, niekontrolowaną dystrofię narządów. W tym akurat przypadku jest to organ znajdujący się w czaszce. Co ciekawe, im bardziej wiotczeje nam mózg, tym mocniej usztywnia się język. Bo im mniej się wie, tym głośniej się krzyczy. Jak to mówią, milczenie jest złotem, a przemyślenie myśli wypowiadanych w słowotoku jest zjawiskiem rzadszym niż zwrot podatku.


Wypłaszczająca się percepcja sprawia, że impulsy, narzędzia i w zasadzie cały świat musi się do niej dostosować. Coraz trudniej o dobry sarkazm, który wymaga zarówno głębokiego zrozumienia materii od tego, kto go wypowiada, jak również i od odbiorcy. Pierwiastkiem rzadkim jest dobra metafora… a częściej za to doznać można tzw. kawy na ławę. Przekaz ma to do siebie, że gdy go nadajemy, musi być kompatybilny z odbiorcą. Gdy szyfrowanie po stronie nadawcy za silne, to dekoderek się przycina.


Podobnie jest z narzędziami – ich forma, struktura działania, zaawansowanie muszą być dostosowane do operatora. Obecnie przoduje myśl, że należy tworzyć takie narzędzia, aby każdy mógł się ich szybko nauczyć, a ich użycie przypominało zawiązywanie sznurowadeł… Tymczasem okazuje się, że nawet sznurowadeł coraz mniej, a zastępują je rzepy – bo znów za trudno. Urządzenia-narzędzia, mimo możliwości realizacji wielu funkcji, są ograniczane do minimum. Znów zderzenie z kwestią pojemności poznawczej – modelowy operator nie ogarnie, trzeba z trzech guzików zrobić dwa, a może jeden... Poza tym uda się w ten sposób sprzedać trzy narzędzia w miejsce jednego z trzema funkcjami. Następnie szafkę, żeby je trzymać, a później garażyk, magazynek itd. Z jednej strony to wyspecjalizowanie urządzeń ma zalety, bo na pewno są lepsze w tej konkretnie realizowanej przez siebie funkcji niż jakiś kombajn. Bo – jak to mówi stare porzekadło – co jest do wszystkiego, to jest do niczego. Gdy narzędzie jest proste, to możemy szybko operatora wyszkolić, użyć i wyrzucić. Biznes jest zadowolony, bo nie ma jako takich specjalistów, a wiadomo – ekspert to droga sprawa, a skończona liczba juniorów czy – jak to mawiał jeden z baronów polskiego IT – studentów może wykonać każdą pracę.


Jakość? Słowo zaciera się powoli w percepcji, brzmi trochę jak jakieś obce ciało niebieskie, kraina zagubiona w trójkącie bermudzkim. Cena! Ona jest królową, a promocja księżniczką. Proste impulsy, proste narzędzia indukują coś, co można nazwać „Pocozą”. We wczesnym stadium objawia się w zadawaniu, na każde wręcz pofałdowanie rzeczywistości, pytania „Po co?”. Pisanie? Po co? Przecież można odpalić asystenta, AI posłucha i napisze! Po co się uczyć archaicznego w swojej formie pisania?! Ręczne? Oszaleliście?! Na komputerze można kopiować, wycinać, wklejać i wyszukiwać, a z kartki trzeba ręcznie – XVI wiek. Czytanie? Po co? Jak napisze, to i przeczyta. Lepiej memy pooglądać, emotki poprzerzucać. Czyta to się audiobooki. To może chociaż pamiętać? Kpina! Big Data, bazy danych, wyszukiwarki, ładne GUI, za którymi modele matematyczne ML siedzą, knują i są na wyciągnięcie ręki. Wikipedia i Google to skarbnice wiedzy, dostępne z każdego miejsca na ziemi. Szybciej wyszukać, niż pierwotnie przeczytać, nauczyć się i zapamiętać, a później odnaleźć i wykorzystać w kontekście. Jak się czegoś nie wie, to kurs online na pewno już o tym jest, a na YouTubie setki tutoriali. Po co pamiętać, lepiej wyszukiwać. Rozgrzeszenie przychodzi wówczas, gdy wspomnianego zasięgu nie ma, a my nie wiemy, jak rozpalić ogień, bo na szlaku zawędrowaliśmy za daleko. W rozpaczy biega się wówczas z ręką do góry od jednego krzaka do drugiego. Taki nowoczesny taniec wiedzy skierowany do bogów 5G, LTE czy też darmowego Wi-Fi. Panteon też może się pochyli nad błagalną prośbą swojego uniżonego wiernego i z wiatrem przyniesie kilka MB spakowanej w pakiety TCP/IP podstawowej wiedzy… albo nie.


Nasze współistnienie z tak ogromną bazą wiedzy, którą reprezentuje internet, jest oparte na zasadzie naczyń połączonych. Im więcej wpakowujemy tam, tym mniej zostaje tu. Z jednej strony wydaje nam się, że uniezależniamy nasze życie od wielu aspektów, od wielu niewygodnych elementów, przerzucając je do kolejnej aplikacji. Jednak zapominamy często, że to działa w dwie strony i może za jakiś czas się okazać, że ten eksport wiedzy i kreatywności, który robimy tam, opróżnia nas od środka tu. Zostajemy jak wydmuszka – ładna skorupka, smród i pustka w środku.

.

Transmisje online zapewnia: StreamOnline

All rights reserved © 2019 Presscom / Miesięcznik "IT Professional"